Skip navigation

Please use this identifier to cite or link to this item: http://hdl.handle.net/20.500.12128/4934
Title: Powtarzanie i niepowtarzalność w antologii osobistej Tymoteusza Karpowicza : przypadek "Słojów zadrzewnych"
Authors: Kokoszka, Magdalena
Advisor: Nawarecki, Aleksander
Keywords: antologie; Tymoteusz Karpowicz; Słoje zadrzewne
Issue Date: 2006
Publisher: Katowice : Uniwersytet Śląski
Abstract: Doświadczenie uczy: „Nic dwa razy się nie zdarza” '. W kontekście heraklitejskiej formuły: panta rhei uwaga ta nie wymaga długich komentarzy. Repetycja wydarzeń, jakkolwiek możliwa w wymiarze religijno-mitycznym, dla śmiertelnika osadzonego w porządku - wyłącznie - doczesnym będzie już niezrozumiała. Mówi się także: „W sztuce powtórzenie jest niczym”. Powielanie najczęściej kojarzone bywa z brakiem inwencji twórczej i niechlubną praktyką epigonów, propagujących przebrzmiałe wartości. W kulturze zachodniej, która dziedziczy platońską antypatię do iluzyjnego charakteru mimesis, to przede wszystkim oryginał spełnia rolę nadrzędną - wzorcową. W okresie przełomu romantycznego w sztuce umocniło się przekonanie, że naśladownictwo jest praktyką niepożądaną. Myślenie takie zaciążyło nad charakterem artystycznych dążeń. Wymuszało coraz szybszą „ucieczkę w przód”, nieuchronną z powodu natychmiastowej „inflacji” nowości. Chociaż epoka Marcela Duchampa wyraźnie zakwestionowała wymóg oryginalności, wydaje się, że niezgodę na wtómość w dużym stopniu zachowały i czasy dzisiejsze. Jak gdyby niezależnie od osiągnięć współczesnej rewolucji technicznej, która sprawiła, że produkcję dzieła sztuki w „epoce możliwości” przesłania jego reprodukcja, a kopia pewniejsza jest i lepsza od oryginału. Zjawisko simulacrum ciągle jeszcze określane bywa w kategoriach negatywnych: jako „zły duch obrazu” , „największa [jego - M. K.] niemoralność i przewrotność”. I choć ‘wtórny’ nie zawsze przychodzi już na metę jako drugi, nadal w społecznym odczuciu definiowany jest jako ten mniej ważny i mniej wartościowy, drugorzędny, drugoplanowy, uboczny. „Sobowtóry” (wszelkiej maści) zbyt długo cieszyły się złą sławą. Nadrzędnymi regułami poetyki Tymoteusza Karpowicza, począwszy od cyklu Na odwrót i Odwróconego światła, są zasady powielenia i odwracalności. Gra poety - żonglowanie kopiami, kalkami i paralaksami - odbywa się z jednej strony w „celi” języka, który staje się granicą świata, z drugiej - w kontekście tzw. kultury wyczerpania. Można przypuszczać, że jej celem jest udowodnić „niemożliwe” (by użyć jednego z ulubionych określeń pisarza), to znaczy: przezwyciężyć impas wynikający z zamknięcia w kręgu tautologii i w ogóle - wszelkiego rodzaju ograniczeń. Wydaje się, że potwierdza to zapisana w tytule najnowszej antologii Karpowicza droga myślowa. Oksymoroniczne Słoje zadrzewne podważają bowiem jasność przeświadczenia, iż „Nie wychodzi się z drzew środkami drzew”. Formuła wyboru, która z zasady opiera się na repetycji tekstów, dzięki osobliwej konstrukcji lepiej niż inne dzieła obnaża szczególną niechęć Karpowicza do wszelkich zastanych form. Tym bardziej, że „całożyciowe” antologie (zbierające „sam kwiat” utworów) - jako szczególne, literackie muzea - niepokoją jednocześnie widmem ostatecznego, finalnego podsumowania. Moja uwaga koncentruje się na fenomenie być może jednej z najbardziej osobliwych książek literatury polskiej, a już na pewno - polskiej literatury antologijnej. Interesuje mnie przede wszystkim Karpowicz-antologista, zmagający się z tradycyjną formułą wyboru. Karpowicz, który twórczo modyfikuje jej założenia, ustalając dowodnie, że antologia może być czymś więcej niż tylko produktem dobrze przemyślanej selekcji. Przy tej okazji w polu moich zainteresowań znalazł się szczególny przypadek a n t o l o g i i o s o b i s t e j , rozumianej jako wybór tekstów dokonany przez samego ich autora. Wyjątkowość tego rodzaju przedsięwzięcia manifestuje się w indywidualnych zasadach selekcji i repetycji form. Intrygujący wydaje się zwłaszcza zwyczaj postrzegania antologii osobistej w porządku metonimicznym względem osoby jej autora. W zaproponowanym ujęciu Słoje zadrzewne rozpatrywany są w ich tekstualnym i zarazem materialnym kształcie, jako obiekt semiotyczny, wymagający opisu, który spróbuje objąć wszystkie, nie tylko literackie ich składniki. Jednak praca ta nie rości sobie prawa do „bycia” wyczerpującym przewodnikiem po monstrualnym labiryncie myślowych ścieżek Dedala polskiej literatury. Stara się raczej opisać newralgiczne punkty tej budowli, pokazać możliwie różne jej oblicza. Chodzi zwłaszcza o istotną dla kształtu książki poetykę „zawrotnego kreacjonizmu” (wzorowaną na modelu natury), której rewersem okazuje się zasada „wzmożonej przemijalności”. A wszystko po to, by odsłonić niepowtarzalny kształt zapisu zaproponowany przez autora. Nie jest tajemnicą, że swoje rozwiązania artystyczne podporządkowuje on poszukiwaniu czegoś, co (może) nie istnieje - to jest: „niemożliwego” , niepowtarzalnego znaku wyłącznie własnej kreacji. Na tej drodze wspiera go z jednej strony TerTulian z dowodem na zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wywiedzionym z niemożliwego charakteru zdarzenia, z drugiej Joseph Campbell, dla którego mitologia staje się zmaterializowaną poezją. A wreszcie i nauka przynosi krzepiącą wiadomość:Otóż przeżył [Karpowicz - M.K.] wstrząs intelektualny, gdy od pewnego atomowego fizyka dowiedział się, że od początku istnienia naszej planety płatki śniegu na nią spadające są zawsze inne, nigdy nie są takie same!
URI: http://hdl.handle.net/20.500.12128/4934
Appears in Collections:Rozprawy doktorskie (W.Fil.)

Files in This Item:
File Description SizeFormat 
Kokoszka_Powtarzanie_i_niepowtarzalnosc_w_antologii_osobistej_Tymoteusza_Karpowicza.pdf7,93 MBAdobe PDFView/Open
Show full item record


Items in RE-BUŚ are protected by copyright, with all rights reserved, unless otherwise indicated.